Niepokój i hormony

with Brak komentarzy

Koło 17 tej byłam już u nich w mieszkaniu. Zabrałam ze sobą klucze – na wszelki wypadek. Umówiłyśmy się, że sama sobie otworzę drzwi, żeby Kamila nie musiała specjalnie wstawać. Kiedy weszłam ona jednak stała skurczona pod drzwiami łazienki i próbowała chodzić. Bardzo ją to męczyło. W dodatku nie mogła się wyprostować – środki przeciwbólowe przestawały działać. Weszłam – dziecko leżało w łóżeczku śpiąc spokojnie. Zdjęłam buty i weszłam do łazienki, żeby umyć ręce. Na łóżku w sypialni leżała otwarta książka doktora Spocka.

– Zaczęliśmy z Pawłem czytać, fajne. Bardzo nam się podoba. – Pytam czy na pewno może tak chodzić, czy nie powinna odpocząć a ona mnie uspokaja, że na prawdę tak trzeba. W pewnym momencie mówi do mnie:

– Mamo, słabo mi, chyba muszę się na chwilę położyć. Idzie w stronę łóżka i ma problem, żeby to zrobić. Jestem zaskoczona, nie rozumiem, więc pytam o co chodzi i jak mogę jej pomóc? Okazuje się, że problemem jest wysokość łóżka! W szpitalu było wyższe, w domu jest znacznie niżej… Przecieram oczy ze zdumienia i pomagam jej usiąść na krawędzi, przechylić się na bok i ułożyć na łóżku nogi.

– Kamila, może oni za wcześnie wypisali ciebie z tego szpitala? Zrozum, ja się o ciebie martwię, tobie kompletnie brakuje sił. Jak wy sobie dacie radę?

– Nie wiem mamo, może za wcześnie – ale cieszę się, że jesteśmy w domu. Nie chciałam dłużej zostawać w szpitalu jeżeli nie było to konieczne. Musi boleć, trudno. Paweł wziął urlop, jest cały czas przy mnie. – Leżała już na przykrytym narzutą łóżku. Sama przysiadłam obok gdy nagle zobaczyłam że płyną jej z oczu łzy. Zadrżał jej podbródek jak u dziecka. Zaczęła mnie przepraszać, że płacze ale nie jest w stanie się powstrzymać… To było dla mnie kolejne zaskoczenie. Zrozumiałam, że teraz właśnie moja bliskość jest ważna. Moja reakcja też. Przecież przy mnie może swobodnie uwolnić swoje emocje. Odczekałam moment, nie wiedziałam co powiedzieć – nie spodziewałam się takiej sytuacji. Byłam naprawdę zaskoczona.

– Kamila, posłuchaj mnie. To, co się teraz z tobą dzieje to zwyczajna huśtawka hormonów. Wypłacz się, dobrze ci to zrobi, tylko się pospiesz, bo za chwilę będziesz miała konkurencję z drugiego pokoju. – Próbowałam delikatnie obrócić  sytuację w żart ale jeszcze nie była na to gotowa. Odczekałam chwilę, podałam pudełko z chusteczkami. Zapytałam po chwili czy może jest jakiś konkretny powód? Powodem był lęk przed nową sytuacją, poczucie odpowiedzialności, tyle obaw i pytań, które kierowała do mnie jeszcze w szpitalu. Po chwili namysłu, gdy pewne sprawy wyrzuciła z siebie mocząc kolejne chustki, szukałam w głowie odpowiednich słów, żeby wyciągnąć ją z tego koszmarnego nastroju.

– Dobra, moja droga – może skupimy się na pozytywach. Nikt przy pierwszym dziecku nie ma doświadczenia, ja też go nie miałam i wiele twoich koleżanek też. Popatrz, masz przy sobie Pawła, masz cudowną, zdrową córkę i dwie kochające babcie w odwodzie i dziadków. O babciowych ciociach, życzliwych i chętnych do kontaktu już nawet nie wspomnę. Więc po pierwsze nie jesteś sama i zawsze możesz się do kogoś zwrócić o pomoc. Jesteś dopiero drugą dobę po poważnej operacji, to najzwyklejsza w świecie reakcja stresowa. Chciałaś urodzić naturalnie, nie udało się – trudno. Najważniejsze, że obie jesteście całe i zdrowe. Teraz musisz do siebie dojść i masz prawo sobie popłakać, nie musisz mnie za nic przepraszać. Jestem tu i mówię ci, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę jestem pełna uznania dla ciebie gdy po 10 godzinach od operacji poprosiłaś, żeby cię przeniesiono do sali matek z dziećmi. Mogłaś tą pierwszą noc po cesarce spędzić wysypiając się ale ty chciałaś już być z małą. Naprawdę jesteś dzielna. – Mówiłam do niej ale nie była jeszcze w stanie powstrzymać łez. Miała w sobie strasznie dużo emocji.

Przez chwilę zapadła między nami cisza. Czułam, że jeszcze jest odgrodzona ode mnie swoimi myślami. Trochę słuchała, trochę oddalała się ukrywając za zaciśniętymi powiekami mokrych oczu.

Dam jej jeszcze chwilę, niech się wypłacze. Nie jestem pewna, czy mi się uda wyciągnąć ją z tego fatalnego nastroju. Przez głowę przeleciały mi historie kilku osób, które znałam i które doświadczyły poporodowej depresji. Były mi bardzo bliskie, nie chciałam, żeby coś takiego dotknęło moją córkę. To trudny temat, nie na teraz. Cisza między nami stawała się dla mnie ciężka. Poczułam, że znowu muszę zacząć coś mówić bo mi odpłynie w ten nastrój, który niczemu dobremu nie służy. I tak już niebawem konieczność opieki nad dzieckiem i sprostania nowym realiom codziennego życia, sprawi, że nie będzie nawet czasu na łzy. Tylko po co te łzy? Ten sam czas można przeżyć ciesząc się z nowej sytuacji zamiast kreować w wyobraźni scenariusze wypełnione strachem i brakiem pewności, zaczęłam mówić dalej.

– Wiesz gdybym miała powiedzieć ci coś od siebie – to ja ci zazdroszczę. Bo ja nie miałam się komu wypłakać. Ja też się bałam, też czułam lęk i brak pewności czy sobie poradzę. Ale to trwało chwilę. Kiedy poczujesz, że jesteś dla swojego dziecka wszystkim, zmienia się cała optyka. Wstępują w nas nowe siły i wszystko zaczyna  układać się samo. Ty nie masz takich problemów, z jakimi ja musiałam się kiedyś zmierzyć. Masz wsparcie, zobacz jak Paweł wszystko przygotował na przyjęcie dzidziusia – ja tego nie zaznałam. Wyszłaś ze szpitala dzień wcześniej i wszystko zastałaś gotowe na wasz powrót! Paweł jest zorganizowany i całkowicie wam oddany, skupiony na swojej nowej roli, stara się sprostać sytuacji najlepiej jak potrafi. Wiesz jakie to ważne? – Słuchała leżąc na boku z mokrymi oczami, wtulona w poduszkę jak wtedy, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Jednak teraz znalazła się już w nowej rzeczywistości, w której to ona będzie musiała stać się WSZYSTKIM dla swojego dziecka.

– Wszystko będzie dobrze. Pomyśl o tym co pozytywne, przypomnij sobie jak silną i przebojową osobą potrafisz być na co dzień. Od tylu lat jesteś samodzielna i  świetnie sobie radzisz. – Nareszcie spojrzała mi w oczy. Słucha, więc mówię dalej.

– Naprawdę jesteś szczęściarą – a jeżeli boisz się, że nie znasz instrukcji obsługi niemowlaka, to odpalaj Internet, otwieraj Spocka, dzwoń do koleżanek, rób co chcesz – tylko się nie martw i niczego się nie bój bo nie ma powodów a strach ma wielkie oczy! Zaufaj swojemu instynktowi i uwierz w siebie. – Chyba coś do niej trafiło bo zaczęła się uśmiechać przez łzy. Po chwili dziecko zaczyna płakać. Kamila sama chce do niej wstać,żeby ją przewinąć – ale nie jest w stanie. Nie może się podnieść z łóżka o własnych siłach. Muszę jej pomóc i wcale nie jest mi łatwo dźwignąć ją do góry. Kombinujemy na różne sposoby aż się przy tych nieudolnych próbach zaczynamy śmiać. Mówię do niej:

– Kochana, to jest prawdziwy problem! Wyobraź sobie, że mnie tu nie ma i nie jesteś w stanie do niej wstać?  Dzidzia płacze a mamusia się wyleguje… – Płacz dziecka sprawia, że trzeba wrócić do rzeczywistości. Próbuje jakoś podeprzeć się na swoim ramieniu – ale bez powodzenia. Po łzach i całym tym ponurym nastroju w jednej chwili niema nawet śladu. Dziecko płacze – trzeba wstać, to jedyne zadanie na ten moment. Nagle włącza swój „zadaniowy tryb”, byle tylko jakoś wstać do małej bo ta coraz głośniej płacze. Siła matczynej woli staje się ogromna ale ciało jeszcze się nie słucha. Wspólnymi siłami podźwignęłyśmy w końcu te jej 54 kilogramy. Ją bolały wszystkie bebechy a mnie wszystkie mięśnie. Sądziłam, że mam więcej siły… Coś słabo z tą moją kondycją, kompletnie nie mam siły!

Ratunku!!!

Zostaw Komentarz