Mój Świat Według Babci się zmienia. To już nie tylko zabawne problemy, które przemijają tak szybko, jak szybko przybywa kresek na futrynie drzwi pokoju, gdzie mierzony w centymetrach czas znaczą ślady dwójki moich niesfornych urwisów unoszących się lekko i skrycie na palcach, żeby wydać się wyższymi niż w rzeczywistości.
Świat Według Babci – to szeroki horyzont moich spełnień, potrzeb, pragnień, intensywności codziennego życia, w którym zbierane doświadczenia, uczucia i obserwacje tworzą emocjonalną mozaikę tego, co chciałabym przekazać wszystkim osobom, które są mi bliskie lub z którymi dzielę radość z wzajemnego kontaktu.
ZMIANA TOWARZYSZY NAM NIEUSTANNIE
Jest taki czas, kiedy nagle dostrzegasz, że twoje relacje z najbliższym otoczeniem ulegają zmianie. Myślisz, że twoje dziecko jest tak dalece twoje, że nikt i nic nigdy ci tego nie odbierze. Wielu rodziców, wpada w taki schemat myślenia,
nie zdając sobie sprawy, że nieświadomie zastawiają pułapkę nie tylko na tych, których kochają całym sercem ale również na samych siebie.
Rodzicielstwo rozwija nas wewnętrznie, zmusza do wielu wyrzeczeń, uczy żyć w zupełnie innym kontekście i wymiarze. Jednych taki nowy stan rzeczy zaczyna z czasem męczyć, drugich już sama wizja przeraża a jeszcze inni, dzięki rodzicielstwu, redefiniują sens i cel swojego istnienia.
Jak sobie z tym wszystkim radzić? Czy mamy jakiś kompas, który podpowie kierunek wychowawczego myślenia?
Żyjemy w świecie wszechogarniającego nas poradnictwa i nie ma w tym niczego złego. Mamy nieograniczony dostęp do wiedzy niemal w każdej dziedzinie – ale kiedy przychodzi poważnie zmierzyć się z nowymi wyzwaniami na kolejnym etapie życia, bardzo często zaczynamy się w tym wszystkim gubić.
Jak tu kochać, żeby nie popełniać podstawowych błędów? Komu to oceniać?
Jeżeli nie wiesz, jakim rodzicem pragniesz być, bo lęk o twoje pisklę popycha Cię jedynie w kierunku, który ma na celu CHRONIĆ – weź głęboki oddech, zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie kluczowe pytanie:
– Jaką w przyszłości kobietę, jakiego mężczyznę pragniesz ukształtować? Co, w twoim głębokim przeświadczeniu, będzie dla nich najlepsze i co ty, na danym etapie ich rozwoju, potrafisz z siebie dać? Czy twój wychowawczy CEL, jej lub jemu, będzie dobrze służyć? Czy pasuje do JEJ lub JEGO zdolności, charakteru, osobowości, preferencji, wszelkich predyspozycji oraz cech temperamentu? Czy twój CEL nie jest projekcją twoich nieosiągniętych celów, utraconych szans lub zbyt wygórowanych ambicji? Czy twój CEL nie stłumi procesu rozwoju kształtującej się dopiero osobowości?
Jeżeli potrafimy w porę rozpoznać te wszystkie problemy i rozumiejąc sytuację zrezygnować z własnych pomysłów na czyjeś życie – to jesteśmy już na dobrej drodze. Kolejny krok, to refleksja nad tym, czy mamy dosyć dojrzałości w sobie, żeby nas było stać mądrze wesprzeć to wszystko, czego pragną nasze dzieci? Z czasem i tak dogoni nas obawa, czy aby wszystko jest z nami okay, czy jesteśmy dostatecznie kompetentni w nowej roli? Czy przypadkiem nie płyniemy pod prąd, który ściągnie ten nasz okręt na mieliznę?
Pytania można mnożyć w nieskończoność. Ile osobowości i doświadczeń, tyle można by napisać mądrych podręczników.
Dopiero co byliśmy dziećmi, aż tu nagle wchodzimy w etap, kiedy kogoś przyjdzie nam kształtować, wychowywać i ani się obejrzymy jak cały ten czas przetovzy się nad naszymi głowami błyskawicznie, niczym burza w upalny letni dzień. W sercach jeszcze pobrzmiewa echo własnego dzieciństwa, kiedy znowu przychodzi wycierać nosy, tłumaczyć na nowo świat i czytać dzieciom naszych dzieci bajki na dobranoc.
Tymczasem nasze dzieci ze swoimi dziećmi wpadają do naszego życia, jak po ogień, wytrącając nas ze strefy komfortu kolejną anginą albo glutem do pasa – a my musimy się mobilizowa, kombinować, jak tu najlepiej opanować nowy kryzys, bo twoje dzieci właśnie mają „CALLA”, albo cały koszyk innych bardzo ważnych do pozałatwiania spraw. Gdy na koniec dnia wreszcie zamykają się za nimi drzwi, wielu może poczuć osobliwą ulgę. Pisałam o tym dziwnym uczuciu nie jeden raz. Nagle w domu zapada taka cisza, że aż dzwoni w uszach. Ale jednego możemy być pewni – glut, grypa, rotavirus lub angina, to prawdziwi piraci, którzy już niebawem napewno zawrócą szalupę z wnuczętami do naszego portu! Dlatego po ich wyjściu z domu pozwólcie sobie na chwilę refleksji, zróbcie sobie dobrą kawę i usiądźcie na kanapie, żeby spokojnie poukładać myśli w głowie…
JEŚLI KOCHASZ… – ODBIERAJ TELEFONY
Jeśli kochasz, to wspieraj, wyznaczaj granice i ucz konsekwencji, jakie grożą z ich przekraczania a potem pozwalaj im kreatywnie działać. Pozwól popełniać błędy
i pomagaj w ich interpretacji. Naucz wyciągania wniosków zarówno z banalnych, codziennych problemów, jak
i z sukcesów – a co jeszcze ważniejsze, z porażek. Skrytykuj, jeśli uznasz, że jest to konieczne dla rozwoju, dla zrozumienia sytuacji – ale rób to z wyczuciem, skupiając się na meritum konkretnej sprawy, tak aby nie odebrać chęci ani motywacji
do podejmowania nowych wyzwań. Przygotuj się, że znowu cię sobą zaskoczą i pomyśl, czy ty też potrafisz ich czymś zaskoczyć, co chociaż na chwilę wyjmie ich ze strefy komfortu lub z rutyny codziennego życia?
Kiedy piszę te słowa, dzwoni mój telefon. Na ekranie pojawia się rozmówca – to: MÓJ TATA.
– Oj, przepraszam, niechcąco połączyło mnie z twoim numerem, nie chciałem przeszkadzać, pewnie już śpisz?
– Cześć tatuś, nie przeszkadzasz, nigdy mi nie przeszkadzasz. Co tam, coś się stało?
– Wiesz, właśnie skończyłem pisać na dziś i gdzieś zniknął mi cały ten mój nowy rozdział. Nie wiem, co znowu zrobiłem źle, bo mi to wszystko, co dzisiaj napisałem chyba przepadło na amen, kurczę. – Słyszę, że jest bardzo zmartwiony
i zakłopotany sytuacją.
– Dobra tatuś, siedzę akurat przy komputerze. Uruchom sobie TeamViewera, to zobaczymy gdzie ci się to schowało.
– Ale na pewno masz teraz chwilę, bo ja mogę jutro do ciebie zadzwonić, może już jesteś zmęczona?
– Nie ma problemu, klikaj.
– O 'kay – odpowiada ochoczo. Ja bardzo szybko przejmuję monitor jego komputera. Widzę, że pewnie niechcąco zrzucił ostatnio pisany tekst na listwę i nie umiał sobie z tym poradzić. Szybko mu pokazałam i przypomniałam, jak przywracać stronę. Przeleciałam wzrokiem po tym, co niedawno napisał. Przeczytałam głośno kilkanaście nowych zdań. Lubi, kiedy czytam mu do słuchawki ten jego kolejny „urobek” i czasem proponuję nanieść jakąś poprawkę. To był fragment o jego dzieciństwie, o trudnym czasie tuż po Drugiej Wojnie Światowej i o relacji z rodzicami…
Tata w tym roku skończy 87 lat. Tego już mu nie mówię ale w myśli, tuż po naszej rozmowie, sama do siebie mówię szeptem, nie mogąc się powstrzymać.
– Dzwoń, kiedy tylko zechcesz, zawsze do mnie dzwoń… Nie chcę nawet sobie wyobrażać chwili, kiedy mi tych Twoich telefonów zabraknie…
Zostaw Komentarz