Strategie babciowej dyplomacji – czyli Ala i Tomek w akcji

with 2 komentarze

Miłość, czułość, strategia, dyplomacja i… przekorna wymiana prezentów. Oto kulisy dziecięcej relacji Ali i Tomka – rodzeństwa, które tworzy spektakl tak bogaty w emocje, że nawet babcia z doświadczeniem wciąż nie przestaje się dziwić. Jeśli kiedykolwiek myślałeś, że pluszowy piesek to tylko maskotka – poczekaj, aż zobaczysz, co potrafi zdziałać w rękach ośmiolatki z duszą liderki.

Wydawałoby się, że jako babcia z pewnym stażem (i, jak niektórzy mówią, doświadczeniem życiowym – chociaż to brzmi już prawie jak synonim siwizny), niewiele mnie może zaskoczyć… – a jednak! Moje wnuki to duet, który bezbłędnie obala wszelkie schematy. Rosną jak na drożdżach, a ja tylko przecieram oczy ze zdumienia, żeby nadążyć za ich pomysłami i w porę gasić rozmaite pożary.

Ala, lat osiem. Zdecydowana, czuła i władcza. Dama w wersji „mini” z dyplomem z zarządzania personelem przedszkolnym. Z prawdziwą pasją doskonali codziennie swoje HR-owe umiejętności na młodszym bracie!

Tomek – młodszy o cztery lata – wpatrzony w siostrę jak w obrazek, chętnie wykonuje wszelkie polecenia, bo – jak na takiego malca – jest bardzo męski, dzielny i na każdym kroku stara się jej sprostać… Ala wydaje je ochoczo, kilkanaście razy dziennie, w formie ciepłego tonu, ale z domieszką nieznoszącego sprzeciwu: – „Wiesz, że tak będzie najlepiej, prawda?”

Ich relacja? Niby klasyczny układ „starsza-wie-lepiej”, ale z nutką subtelnej dyplomacji. Bo Ala nie krzyczy, Ala proponuje, zachęca – a kiedy jej na czymś szczególnie zależy, wówczas jest tak kreatywna i przekonująca, że trudno się dziwić Tomkowi – każdy by uległ. Ma dopiero osiem lat – a ja mogłabym u niej ledwo terminować! Relacja: mistrz – czeladnik. Niestety, to mnie ustawia w tej drugiej roli, bo w tej dziedzinie niepokonanym mistrzem jest Ala.

A ja? Ja przecieram oczy ze zdumienia i zajmuję najlepsze miejsce na widowni tego przedstawienia, ilekroć wpadną do naszego domu jak burza. Czasem próbuję grać w tym teatrze rolę scenografa, czasem suflera… Ale najczęściej jestem po prostu zmęczonym inspicjentem, który za ich pomysłami już nie nadąża, więc próbuje utrzymać spektakl w ryzach i nie dopuścić do emocjonalnych eksplozji, gdy coś nagle zdarza się nie po myśli Ali.

Ostatnio wpadłam na pomysł – jak zwykle genialny w teorii – że kupię im po prezencie. Sprawiedliwie, rzecz jasna. Dla Tomka – tor samochodowy z zakrętami i otwartą paszczą wielkiego dinozaura, przez którego gardziel przechodzi ten tor. Dla Ali – elegancka lalka z włosami do czesania (albo targania, w zależności od nastroju).

Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że natychmiast po wręczeniu prezentów następuje przemeblowanie priorytetów.

Ala – z twarzą anielicy i błyskiem w oku – spogląda na tor Tomka z takim zachwytem, jakby to właśnie ten zestaw był spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Ja już na widok tego spojrzenia czuję, jak przeszywa mnie dreszcz, bo Tomek jest swoim prezentem zachwycony! Wiem, że nad moją głową zbierają się ciemne chmury, ale obserwuję, udając obojętność. Ala po chwili zaczyna przemowę w stylu:
– Tomek, wiesz…, lalka to też super sprawa. Zobacz, Tomciu, jaka ona piękna! O, jak jej się fajnie zginają rączki i jak można ją fajnie karmić buteleczką. Och, nawet ma na zmianę śpioszki! Ona na pewno cię polubi. Ty jesteś taki miły! Zobacz, Tomeczku, przytul ją. Widzisz, jak fajnie mruga oczkami?

Tomek jednak jeszcze nie daje się tak łatwo odciągnąć od swoich samochodzików i zaczyna ustawiać dla nich tor. Ala, widząc, że nie tędy droga, oferuje swoją pomoc przy tym rozkładaniu. Tomek chętnie się godzi, bo jest otwarty i bardzo skory do wspólnej zabawy, jednak początkowo najwyraźniej ignoruje piękną lalkę Ali.

Po pewnym czasie Ala wpada na genialny pomysł! Wyciąga z pudełka z zabawkami kilka innych lalek i zaczyna układać je obok siebie, układając też lalkową zastawę, stoliczek i malutką kuchnię… W tym czasie aktywnie zaczyna przemawiać do swoich kilku lalek, udając, że im gotuje zupkę. W pewnym momencie wydaje Tomkowi dyspozycję, żeby poszedł do sklepu, bo dzieci nie mają co jeść – zupa jej się przypaliła!

Sklep oczywiście istnieje jedynie w ich dziecięcej wyobraźni, ale oni są już na tyle zgrani, że chyba tę „wyobraźnię dzielą i współtworzą”. Ich „sklep” mieści się w drugiej części salonu, więc Tomek musi przerwać swoją zabawę, wstać i powędrować w kierunku niskiego stolika przy kanapie, gdzie „zakupami” są kolorowe cukierki M&M’s, które niedawno wsypałam do małej miseczki i tam postawiłam – co uwadze Ali oczywiście nie umknęło.

Tomek, przejęty swoją rolą, podnosi się karnie i z kubeczkiem od Ali w rączce grzecznie maszeruje w kierunku stolika, żeby „zrobić zakupy”, bo dzieci-lalki są bardzo głodne i, jak twierdziła Ala, zaraz się rozpłaczą tak, że sąsiedzi będą dzwonić na 112.

W tym czasie Ala instruuje go, że musi się jeszcze z tymi zakupami przebiec po wszystkich pokojach, bo niby do sklepu nie może być tak blisko. Gdy Tomek wchodzi w nową rolę, Ala już przebudowuje jego tor i przejmuje dowództwo nad flotą jego nowych samochodzików.

Tomek wraca z zakupami i staje nieruchomo, bo widzi, że jego nowe autka stoją zaparkowane w innym miejscu, a Ala przenosząc tor w drugi kąt dużego pokoju tłumaczy mu: – Zobacz, Tomeczku, jak to wspaniale wymyśliłam, rodzina po obiedzie pojedzie samochodami do miasta! W ten aksamitny sposób wciąga zdumionego Tomka w nową sytuację, w której to ona ustawia nie tylko lalki, gotując obiad (już wspólnie z Tomkiem) – ale pod jej sugestie i zgodnie z jej wskazówkami – Tomek parkuje pojazdy pod ich wyobrażeniowym nowym domem.

Tomek, bez chwili wahania godzi się na to wszystko, jakby właśnie dostał zaproszenie do ekskluzywnego klubu opieki nad plastikową rodziną. I zanim zdążę przetrzeć oczy ze zdumienia, on już posłusznie karmi lalki i gratisowego tygryska, którego Ala wyciągnęła z pudełka, kiedy Tomek przemierzał z zakupami pozostałe pokoje. W tym czasie Ala pochylona, niczym strateg nad bitewną mapą, precyzyjnie ustawia paszczę dinozaura, tor i samochodziki trzymając Tomka na dystans.

Mikołajki

No cóż. Babcia nie z takich sytuacji wychodziła obronną ręką. Przy kolejnej prezentowej okazji postanowiłam przeprowadzić mały psychologiczny test. Tomek marzył o samolociku z pilotem z klocków Lego, Ala o pluszowej przytulance w kształcie cudownie mięciutkiego pieska. Kiedy nadszedł mikołajkowy dzień, 6 grudnia, dzień niespodzianek i przed-choinkowych prezentów, postanowiłam wcielić swój plan w życie, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie.

– Tomku, dla Ciebie mam dzisiaj pluszowego pieska!

– Ale fajny! – odpowiada z entuzjazmem i uśmiechem, który roztopiłby nawet stalowe serce. – A dla Ali w prezencie są klocki Lego z pilotem i samolotem.

Ala patrzy, jak wyciągam słodziutkiego pluszaka z prezentowej torby i mięciutkim ogonkiem głaszczę po policzku Tomka. Patrzy na nas z lekkim uśmiechem, ale jest jakby onieśmielona… Trzyma już swój prezent, ale widać, że on jej wcale nie obchodzi. Ona też chce być pogłaskana ogonkiem pieska i widać, że chciałaby go przytulić i objąć w posiadanie, ale piesek jest teraz w rączkach Tomka, który radośnie reaguje na miękką puszystość przytulanki. Widać, jak rośnie w Ali dziecięca niecierpliwość i pragnienie…

– Oj, babciu, a czy ty pamiętasz, że ja właśnie o takim piesku marzyłam? – spytała z nadzieją w głosie. – Tomciu, zobacz, co ja tutaj mam! Może się zamienimy? – zwraca się do brata z entuzjazmem. – Choć pobawimy się razem! – Widać, że postanowiła przejąć nad bratem kontrolę.

Tomek spoglądając na zestaw klocków odwraca się w jej stronę i podąża za Alą do swojego pokoju. Dzieci siadają na podłodze, Ala odpakowuje pudełko z klockami i zachęca Tomka, żeby jej pomógł składać samolocik. Tomek jest w siódmym niebie. Uwielbia bawić się z siostrą, ale kurczowo, drugą rączką, przytula mięciutkiego pieska. Ala w pewnym momencie zadaje mu kluczowe pytanie, nad którym myślała już od dłuższej chwili.

– Tomek, chcesz składać ten samolot, czy nie?

– Tak, bardzo chcę. Jest fajny – odpowiada rozpromieniony i szczęśliwy, bo w tym momencie wszystko ma. I pieska, i samolot Lego z pilotem, i przede wszystkim do zabawy ma teraz przy sobie Alę!

– No to odłóż pieska, bo ci będzie niewygodnie składać klocki – rezolutnie doradza bratu. Po chwili Tomek jest już tak zafascynowany nowym samolotem, że Ala dochodzi do wniosku, iż to jest ten moment, kiedy może przejąć inicjatywę, by skrócić drogę do upragnionego celu.

– Chcesz, Tomeczku, żebym ja ci oddała ten samolot, a ja wezmę sobie pieska? Zamienimy się? Co ty na to? Zobacz, jak fajnie możesz się pobawić, no i ty przecież uwielbiasz te wszystkie Lego!

Tomek, jeszcze nie do końca wydawał się być przekonany. Na moment przerywa składanie klocków i patrzy trochę zdziwiony na Alę.

– Tomeczku, ale jak będziesz chciał na chwilkę przytulić pieska, to ja ci pozwolę. A tutaj masz takie fajne klocki.

W tym momencie wkraczam ja.

– Alu, to chyba jest piesek Tomka?

– Nie, babciu, my już to uzgodniliśmy, że piesek będzie mój, a Tomek będzie miał te fantastyczne klocki Lego! Prawda, Tomeczku, że tak się zgodziłeś? Lubisz Lego? – Pokiwał tylko głową, bo klocki to była spora frajda, ale w tym czasie już rączka Ali łapała za puszysty ogonek pieska, jednak cały piesek nadal swoją mięciutką mordkę krył pod pachą Tomka. Ala jednak wytrwale głaskała pieska już nie tylko po puszystym ogonku, ale łapała delikatnie za jego grzbiet.

Tomek chyba już niewiele miał w tej sytuacji do powiedzenia, bo mordka pieska stopniowo zaczęła się wysuwać spod tej pachy. Na szczęście klocki z pewnością były w stanie zrekompensować mu tę psią stratę. Jednak ani płaczu, ani żadnych reakcji buntu po stronie Tomka nie było, kiedy w końcu to Ala z rozkoszą głaskała się po policzkach miękkimi, psimi łapkami.

Sukces! Udało się! Niestety, wróciłam do równowagi… tylko na 15 minut.

Po kwadransie Ala nie była już taka skłonna dać przytulić pieska Tomkowi, zaczęła się z nim przekomarzać i uciekać z pieskiem do swojego pokoju. Tomek – z oczami pełnymi, niczym grochy, łez – przybiegł na skargę, że Ala mu już nie pozwala, a on chciał tylko pieska przytulić…

Być może powinnam przestać kupować cokolwiek. Albo wszystko po dwa razy – i podwoić prezentowy budżet. Po tej krótkiej burzy między sobą, wieczorem pogodzili się i tulili pluszowego pieska na zmianę.

Ale prawda jest taka, że uwielbiam ich teatrzyk. To teatr dziecięcej miłości i zaufania. Ala, choć czasem zdominowana przez swoją wewnętrzną, ogromną potrzebę posiadania wszystkiego, co dostaje Tomek, naprawdę bardzo dba o młodszego brata. Kłócą się tak śmiesznie, ale jednocześnie uwielbiają się ze sobą bawić i razem spędzać czas. Ala dominuje, poucza i wiedzie prym. Wtedy widać, że jest we własnym żywiole.

A Tomek? Tomek jest szczęśliwy. Bo jego największą „zabawką” – taką bez pudełka, instrukcji i baterii – jest Ala.
I tylko ja – z pustym portfelem i pełnym sercem – obserwuję to wszystko i wiem, że właśnie TO jest najpiękniejsza premiera sezonu. Teatr w domu, niekończący się spektakl, który z pasją i niezwykłą skutecznością codziennie reżyseruje Ala.

2 Odpowiedzi

  1. Mirek
    | Odpowiedz

    Czy to na pewno moje wnuki ? W oczach zakochanej Babci to wygląda naprawdę fajnie, gdzieś zniknęły drobne łezki i krzyki. Maluchy są cudowne i ten drobny retusz. Pozdrawiam. Dziadek

    • admin
      | Odpowiedz

      🤣 Łezki? Tylko jak jedno zabiera coś drugiemu… Pewnie to prawda, że miłość nakłada na oczy różowe okulary i obraz się trochę rozmiękcza – ale tak to już w tym babciowym świecie jest!

Zostaw Komentarz do admin Anuluj pisanie odpowiedzi