Stało się!
Wiedziałam, że ten moment zbliża się nieuchronnie ale nie sądziłam, że tak prędko i tak nagle ani, że to tak mnie to zaboli…
Moja córka znienacka dostała wiadomość z państwowego żłobka, do którego aplikowała ponad rok temu, że dziecko się w końcu zakwalifikowało! Od połowy tygodnia nasza dwuletnia Ala zaczęła tzw. adaptację – to znaczy, że odbieramy małą koło południa i obserwujemy jak dziecko się zachowuje w domu po powrocie ze żłobka. Minęły dwa pierwsze dni. Po raz pierwszy doświadczyłam kilku ataków buntu dziwnej rozpaczy i gwałtownych ataków złości u małej. Bunt albo taki płacz, że trudno utulić i ukoić jej żal. Zastanawia mnie czy to reakcja na nową sytuację, na tak dużą grupę dzieci, w której teraz nasza mała zaczęła przebywać?
Nie wiem skąd się wzięło po powrocie ze żłobka do domu tak gwałtowne u niej zachowanie?
Przecież tego dnia w byłam w zasięgu jej wzroku prawie cały czas… Okres adaptacji zaczęłyśmy od trzech godzin. Nic złego się tam nie zdarzyło. Kiedy przyszłyśmy rano do nowego miejsca, weszłyśmy razem do sali gdzie kręciła się spora grupka dzieci, Ala troszkę onieśmielona trzymając mnie za rękę usiadła na dużym dywanie pośród nich. Siedziała długą chwilę w spokoju uważnie obserwując nowe otoczenie. Co pewien czas spoglądała w moją stronę ponieważ oddaliłam się na kilka kroków, żeby dać jej przestrzeń. Usiadłam sobie na poduszkach ułożonych na niskim parapecie. Po chwili znowu popatrzyła w moją stronę, uśmiechnęła się do mnie i wróciła do obserwowania dzieci wokół siebie. Nie przywoływała mnie ani nie była smutna. Dopiero po pewnym czasie znowu podeszłam do niej i usiadłam na chwilę blisko. Wtedy wzięła mnie za rękę i pokazała na dzieci mówiąc do mnie: – „duzio dzieci – ojej…”
Fakt, trzydzieści troje dzieci w jednej grupie robiło wrażenie nawet na mnie…
Muszę przyznać, że czuję w sobie jakiś wewnętrzny opór przed tym nowym żłobkowym eksperymentem. Mam rozdarte serce bo przecież dawaliśmy sobie fajnie radę dzieląc naprzemiennie opiekę nad nią z drugimi dziadkami po dwa i trzy dni w tygodniu. Z drugą babcią żyłyśmy w nadziei, że nasza malutka dziewczynka nie będzie musiała korzystać ze żłobka. Przez ostatnie trzy tygodnie, kiedy Ala była u mnie, zaprowadzałam ją na trzy godziny do bardzo fajnego miejsca, malutkiego żłobka, który odkryłam w mojej okolicy. Kameralna atmosfera, mnóstwo rozmaitych zajęć plastycznych, rytmicznych, ciastolina, glina, farbki, kredki – dużo muzyki i nie aż tak dużo dzieci… – Ala była zachwycona! Lubiła tam chodzić. Nie miałam z nią żadnych problemów, żadnych ataków buntu, żadnych krzyków, płaczu – nic z tych rzeczy.
Domek Elfów…
Wracając z Domku Elfów zbierałyśmy kasztany albo bawiłyśmy się w berka lub w szukanie kotków… Było radośnie. Jeszcze do ubiegłego tygodnia miała nie tylko troskliwą opiekę strony obu babć ale też trzy razy w tygodniu miłą interakcję z innymi dziećmi. Ostatnim razem chciała zostać na leżakowanie. Żegnałam się z tym miejscem dosłownie ze łzami w oczach ale młodzi rodzice postanowili wypróbować nową, inną – znacznie tańszą opcję – jednak to, co ostatecznie zaważyło na ich decyzji to jednak gubiony na dojazdach CZAS.
Czas jest wartością
Ich czas tracony w korkach na dojazdy pomiędzy naszymi trzema domami i pracą zaczynał ich frustrować. Rozumiem, że to bardzo silny argument, bo teraz, w nowym układzie zyskują ponad dwie godziny dla siebie i mogą spędzać je codziennie wspólnie z małą. Zatem pokonał nas „CZAS”, który bezlitośnie przesądził sprawę z powodu codziennych dojazdów raz do jednych, raz do drugich dziadków. Trudno im się dziwić, że kiedy pojawiła się nowa możliwość, naprawdę ich to ucieszyło. Tak więc od dwóch dni jesteśmy już w nowej, innej rzeczywistości – a ja mam mieszane uczucia i jest mi przykro, bo wydawało mi się, że taki maluszek jeszcze potrzebuje dużo domowego ciepła kochających i bardzo bliskich osób. Przecież rodzice przez większą część dnia są pochłonięci pracą a my z drugą babcią i jednym dziadkiem ramię w ramię dzieliłyśmy się opieką nad naszą kruszynką. Teraz będzie nam brakować tych wspólnie spędzanych chwil, obie jako babcie czujemy to samo – smutek i żal.
Niestety, nic nie poradzę na to, że jest mi z tego powodu ciężko, mam wrażenie jakbym zawiodła, bo nie przyjeżdżałam sama codziennie do małej. Niestety to nie było dla mnie możliwe. A teraz szkoda mi dziecka i ściska mi się serce na myśl, że po etapie adaptacji moja malutka dziewczynka będzie pozostawiana w żłobku na długich osiem godzin każdego dnia.
Jeszcze nie wiem jak ja to wszystko zorganizuję, ale chyba od teraz będę musiała jeździć do niej codziennie, żeby ją wcześniej odbierać. Nie wiem jak Ona poradzi sobie w nowym miejscu i nie wiem jak ja teraz poradzę sobie ze sobą – sama…
🙁
4 Odpowiedzi
Marquis Pender
Nice post. I learn something new and challenging on websites I stumbleupon every day. Its always interesting to read content from other authors and practice a little something from their websites.
דירות דיסקרטיות בדרום
admin
Enjoy! Thank you for your attention. I’m glad you liked it.
🙂
נערות ליווי בבאר שבע
Good blog post. I certainly appreciate this site. Stick with it!
admin
Thanks a lot. Have fun!
🙂