Nawał pokarmu! – I tutaj moje doświadczenia okazały się nieocenione!
Kamila i Paweł uczą się rodzicielstwa. To ich pierwszy tydzień. Wspierają się bo chcą być samodzielni. Doceniam. Nie narzucam się z wizytami ani z dzwonieniem ale moje myśli nieustannie krążą wokół nich. Wczuwam się we wszystko o czym Kamila mi mówi przez telefon i staram więcej słuchać niż się mądrzyć… – Ale to dla mnie ogromne wyzwanie!
🙂
Na szczęście o jedno poprosiłam już na kilka dni przed zaplanowanym porodem. Zależało mi, żeby kupiła sobie urządzenie do odciągania pokarmu. Nie bardzo miała na to ochotę, czytała, że używanie laktatora może zaburzyć naturalny proces karmienia… Dziwna teoria ale na szczęście zaopatrzyli się i wiem, że po wyjściu ze szpitala już miała laktator w domu – na wszelki wypadek. Pierwsze dni karmienia nie sprawiały jej żadnych problemów – sądziła, że nic złego nie może się już w tym temacie wydarzyć. – Ale do czasu…
Mijała kolejna doba od wyjścia ze szpitala. Długie upalne dni i letnie wieczory sprawiają że nie chce się zasypiać zbyt wcześnie. Skończyliśmy oglądać z mężem jakiś film kiedy zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałam szloch mojej córki i niemal błaganie o pomoc.
– Mamo, ratunku, mam tak obolałe piersi, że zaraz zwariuję! Są twarde i gorące! Nie mogę nakarmić dziecka! Mała płacze a ja jestem przerażona i nie wiem co mam robić?! Pomóż mi!
Jednym z najcięższych moich doświadczeń w okresie okołoporodowym był właśnie nawał i zastój pokarmu. To, jak źle w tamtym czasie zostałam potraktowana przez będącą na poporodowym porannym obchodzie lekarkę zaważyło na moim laktacyjnym doświadczeniu. Pozostawiło okropne wspomnienia. Wiele razy chciałam to opisać – wszystko świetnie pamiętam jakby wydarzyło się wczoraj. W tamtym czasie ruszała w Polsce znana akcja „Rodzić po ludzku”. Zaangażowana w nią była nawet jedna z moich koleżanek. Wypracowywane standardy sprawiały, że coraz więcej lekarzy zmieniało swoje podejście nie tylko do rodzących kobiet ale również do kobiet w połogu. Mój poród i opieka lekarska w trakcie porodu były przykładem nowego, serdecznego podejścia do pacjentek. Szpital bielański już wtedy słynął z dobrych praktyk i był jedną z niewielu placówek w Warszawie gdzie prowadzono szkołę rodzenia. Tam można było rodzić nie tylko „po ludzku” ale i „we dwoje”.
🙂
Lekarze którzy opiekowali się mną podczas porodu, po nocnym dyżurze rozeszli się do swoich domów. Nazajutrz na obchód przyszedł ktoś inny, kolejnego dnia też.
Jako szczęśliwa młoda mama, niecierpliwie czekałam z innymi kobietami na poranny obchód. Przed nami radosny moment bo po obchodzie przynoszono nam do karmienia nasze dzieci. Miałam już za sobą kilka pierwszych karmień i byłam z siebie bardzo dumna. Pamiętam pielęgniarki, które z uśmiechem udzielały wskazówek. Miałam nieduże piersi więc bałam się, czy wszystko będzie w porządku. To właśnie one rozwiały moje wątpliwości. Usłyszałam, że nie mam się o co martwić, że świetnie daję sobie radę a małe piersi też potrafią pięknie wykarmić niemowlaka.
– Kochana, karmienie nie jest uzależnione od rozmiaru biustu karmiącej mamy. – To były dla mnie bardzo ważne słowa, więc czekałam w dobrym nastroju spokojna, że ze mną wszystko jest w porządku.
W końcu na naszą salę wraz z liczną grupą studentów wchodzi młoda, atrakcyjna lekarka. Ta, w przeciwieństwie do lekarzy wizytujących nas w poprzednich dniach zachowuje się głośno i dosyć władczo. Już na korytarzu było słychać jak pokrzykuje na personel medyczny. Miałam wrażenie, że trochę popisuje się przed studentami. Wszystkie – jak było nas osiem dziewczyn na sali – poczułyśmy się nieswojo, kiedy od progu usłyszałyśmy coś na wzór komendy, że mamy odsłonić piersi! Poprzedniego dnia lekarz podchodził od łóżka do łóżka, wszystko odbywało się dyskretnie, w klimacie cichej indywidualnej rozmowy między pacjentką i lekarzem. Tym razem poczułyśmy się odarte z intymności i miłej atmosfery jaka do tej pory panowała na naszej sali. Młoda lekarka przemieszczała się w swoim białym kitlu pomiędzy naszymi łóżkami niezbyt miło komentując co widzi i wszelkie zgłaszane problemy.
W rogu naszej sali leżała kobieta z depresją poporodową. Przywieziona z porodówki natychmiast kazała sobie zabandażować piersi odmawiając karmienia i oglądania dziecka. Płakała całą noc. Lekarka zatrzymała się przy jej łóżku i w pewnym momencie zaczęła na nią krzyczeć, że jest wyrodną matką, że wyprawia jakieś brewerie i żeby się opamiętała. Inni lekarze nie zachowywali się w ten sposób. Tłumaczyli, starali się wpłynąć perswazją na tą młodziutką dziewczynę. Proponowali pomoc psychologa, nikt jej nie atakował. Zresztą dziewczyna i tak nie reagowała, jedynie mocniej naciągnęła na głowę swój szpitalny koc i odwrócona plecami leżała bez ruchu. To pewnie dodatkowo rozsierdziło nową panią doktor…
Kiedy w końcu przyszła kolej na mnie, nie chciałam się już na nic skarżyć. Marzyłam, żeby sobie poszła. – Nic mnie nie boli, niczego już nie potrzebuję – chcę tylko szybko wyjść ze szpitala i wrócić do domu – marzyłam. Ona jednak kiedy spojrzała w moją stronę ponownie zmarszczyła brwi a czubek jej wskazującego palca wymierzyła w kierunku moich odsłoniętych piersi. To wyglądało jak pistolet, z którego za chwilę będzie do mnie strzelać… Słyszę jak zwraca się do mnie podniesionym głosem:
– A to, co to jest?! – Chyba nie dowierzam, że zwraca się własnie do mnie. – No tak, do ciebie mówię, pytam co to jest?! – W pierwszej chwili nie zrozumiałam o co jej chodzi ale widzę jak swój wredny paluch zawiesza tuż nad moim sutkiem! Niestety zalewa mnie fala wstydu i kompletnie odbiera mi mowę. Nie wiem co mam powiedzieć, jestem zaskoczona. Przecież widzi moją pierś! Co to za idiotyczne pytanie?! W popłochu próbowałam pozbierać własne myśli ale bez rezultatu.
– Co ty robiłaś w ciąży kobieto?! – Padają kolejne pytania, na które nie znajduję żadnej sensownej odpowiedzi. Czuję jak ze wstydu płoną mi policzki bo cała grupa studentów i wszystkie dziewczyny z sali, z wyjątkiem jednej, która ukrywa się przed całym światem w kącie własnej rozpaczy, wszyscy się wpatrują w moje odsłonięte piersi jak w jakieś UFO!
– Nic nie robiłaś! Nie pracowałaś z sutkami! Nic nie robiłaś! To mają być sutki?! – Pani doktor zadaje krepujące pytania stojąc nade mną jak kat nad dobrą duszą. Mam chyba głupią minę bo jaką mam mieć? Nie rozumiem o co jej chodzi. Zaniemówiłam na dłuższą chwilę. Ona tymczasem trochę łagodzi ton i wyjaśnia:
– Przecież „czymś takim” nie wykarmisz dzieciaka! Proszę masować cały czas bo będziesz miała problem…
Nareszcie wyszła. W rogu sali znowu słychać szloch. Dziewczyna z depresją długo się powstrzymywała…
Lekarka pozostawiła za sobą smugę świetnych perfum, mój szok oraz poczucie bycia gorszą matką. Tą, która nie pracowała w ciąży nad sutkami! To wszystko brzmiało jak wyrok. Na pewno byłam w jej ocenie nieodpowiedzialną i wyrodną matką. Na sali poporodowej to deklasacja kobiety. Przez chwilę mentalnie zawisłam na tej samej półce co biedna ta mama z zabandażowanymi piersiami. Postanowiłam nadrobić zaległości i pokazać na co mnie stać.
Zaczęłam masować swoje małe piersi, które jeszcze póki co – nieźle dawały sobie radę z karmieniem dzidziusia. Jednak złowieszcze słowa lekarki brzmiały mi w uszach strasząc wizją, że nie będę w stanie wykarmić własnego dziecka , bo ze środka piersi nie wystaje mi centymetrowa końcówka tak jak moim sąsiadkom!
Czułam jak ogarnia mnie lęk o swoje maleństwo. Natychmiast zaczęłam nad sobą pracować i zabrałam się za masowanie. Jednak zbliżała się pora karmienia. Jedna z sióstr zauważyła moje zabiegi i zapytała – co ja robię i po co? Wyjaśniłam co zaszło. Ale ta zamiast mnie pochwalić powiedziała, że to bez sensu. Ja jej na to bardzo asertywnie, że lekarz chyba lepiej wie i proszę mnie nie krytykować. Podała mi dziecko z bardzo dziwną miną. Przystawiłam córeczkę do piersi i bez żadnego problemu znowu udało mi się ją nakarmić. Jednak wizja, że niebawem nie sprostam nowemu wyzwaniu – jak ostrzegała pani doktor – i będę miała problem z karmieniem zaczynała mnie przerażać. Kiedy już zabrano od nas dzieci, bez wahania i z wielkim oddaniem zabrałam się do pracy nad sobą i moją laktacyjną przyszłością. Pełna determinacji zaczęłam masować!
Zostaw Komentarz