Laktacyjne konsekwencje masowania
To cud, że tamten czas fizycznie nie pozostawił nawet cienia śladu. Chyba tylko młody wiek i elastyczna skóra, sprawiły, że nie nabawiłam się na piersiach szpecących rozstępów. Intensywne masowanie trwało do północy i nie pozostało bez reakcji organizmu. Następnego dnia – czyli w trzeciej dobie od szczęśliwego porodu – obudziło mnie nad ranem bardzo dziwne uczucie. Otwieram oczy i nagle widzę, że moje piersi są duże niczym dwa grapefruity! Numer mojej miseczki powiększony co najmniej dwa razy! Ten fakt wprawił mnie w osłupienie, czegoś takiego u siebie się nie spodziewałam! Jak to możliwe? Aż z niedowierzania musiałam się uszczypnąć bo właśnie do mnie dotarło, że nawet w najśmielszych snach o tak kobiecych kształtach nie miałam co marzyć! Ja mam biust?! Boże jaki piękny! Jak to możliwe?! Odsłaniam koszulę i przecieram ze zdumienia zaspane oczy! Dziewczyny dawno już nie śpią, więc natychmiast dzielę się z nimi radosną nowiną!
– Dziewczyny, zobaczcie co ja tutaj mam! Nie mogę uwierzyć, patrzcie jakie mam duże piersi! – Ich spojrzenia z zaciekawieniem kierują się w moją stronę. Ostrożnie podnoszę się z łóżka bo świeże szwy jeszcze dają o sobie znać i idę w kierunku umywalki. Tam wisi duże lustro a ja chcę natychmiast zobaczyć w nim swoje odbicie! Przyglądam się sobie z niedowierzaniem i zaczynam się śmiać! Mam rozwiązane troczki od koszuli, jestem młodą mamą a ponieważ w ciąży przytyłam tylko 8 kilogramów, więc po porodzie znowu mam szczupłe ciało i już płaski brzuch. Jednak moją uwagę przede wszystkim przykuwają duże, pełne i cudownie kształtne piersi! Wygląda na to, że są moje!
– Dziewczyny, ta lekarka chyba jest genialna! – wołam podekscytowana jak dziecko. – Że też wcześniej na to nie wpadłam! – Najwyraźniej przez chwilę tkwiłam w głębokim przekonaniu, że tak mi już zostanie na zawsze!
🙂
– Patrzcie jak one urosły w ciągu jednej nocy! Tyle lat marzyłam o takich cyckach! Rewelacja! – Na sali robi się wesoło. Przeglądam się w dużym lustrze na rozmaite sposoby, zaczynam się wygłupiać a dziewczyny śmieją się coraz głośniej aż niektóre błagają, żebym przestała bo od tego śmiechu zbyt czują swoje obolałe wnętrzności. Atmosfera staje się zabawna do tego stopnia, że że nawet dziewczyna z depresją po raz pierwszy się uśmiecha i na moment duchowo uczestniczy w tej surrealistycznej scenie.
Jednak w trakcie tego lustrzanego „oglądu” dostrzegam, że skóra na moich „nowych”, pięknych piersiach jest bardzo napięta a z delikatnych sutek nie wystaje zbyt wiele. Teraz są lekko spłaszczone, nie ma więc nawet tej maleńkiej końcówki pod którą jeszcze wczoraj mogłam podłączyć swojego niemowlaka. Zauważam, że moje piersi robią się tkliwe i bolesne kiedy ich dotykam… Wchodzi pielęgniarka więc proszę, żeby do mnie podeszła. Widzę jak jej oczy szeroko otwierają się ze zdumienia. Ogląda moje piersi, delikatnie je bada przykładając chłodną dłoń i przestraszona łapie się za głowę:
– O Boże, dziewczyno, coś ty sobie zrobiła?! Mówiłam ci wczoraj wieczorem, że to bez sensu. Ile czasu masowałaś piersi?
– No, aż zasnęłam, chyba do północy.
– Oszalałaś? Kochana, ty teraz masz nawał pokarmu i chyba grozi ci zastój. – Czuję, że moje piersi wyraźnie twardnieją, mówię jej, że mnie coraz bardziej boli. Odpowiada, że nie wątpi i że w tym stanie naprawdę nie będę mogła nakarmić swojego dziecka! Słyszę, że musimy błyskawicznie reagować… Wszystko zaczyna się błyskawicznie dziać. Wtyka mi pod pachę termometr, temperatura okazuje się dosyć wysoka. Kładą mnie na takie łóżko na kółkach i wiozą do pokoju na końcu bardzo długiego korytarza. W dodatku pielęgniarka robi raban wołając głośno: – Mamy zastój pokarmu, szybko do zabiegowego! – Wokół mnie jest już kilka pielęgniarek, robi się spore zamieszanie. Ustalają która zaczyna, a która kolejna przyjdzie ją podmienić… Nie bardzo rozumiem o co tu chodzi ale leżę z odsłoniętymi najpiękniejszymi jakie miałam w życiu piersiami. Są moje i takie fajne, takie duże! Przez krótką chwilę czułam się tak kobieco! Niestety zaczyna docierać do mnie przykra rzeczywistość. Pielęgniarki informują mnie, że muszę być dzielna jeśli chcę uniknąć interwencji chirurga. Dowiaduję się, że za chwilę zawiozą mnie tam, gdzie jest jakaś maszyna z ultradźwiękami. Jestem w otoczeniu raz dwóch, raz trzech pielęgniarek. Są bardziej spanikowane niż ja ale bardzo dla mnie miłe. Jedna z nich uprzedza, że czeka mnie bolesny zabieg ale musimy zawalczyć o piersi. Obiecuję być dzielna ale jeszcze nie wiem co tak naprawdę mnie czeka i o co tyle rabanu?!
Nie sądziłam, że mój naturalny poród – bez znieczulenia, wyłącznie na oxytocynie, przy tym wyciskaniu ze mnie nadmiaru pokarmu okaże się miłym wspomnieniem! Wolałabym znowu rodzić niż znosić to, co trzeba było zrobić moim nabrzmiałym, obolałym i twardniejącym już piersiom, żeby mi je uratować przed skalpelem.
Leżę na leżance zabiegowego, nade mną pracowicie pochylają się na zmianę dwie pielęgniarki. Na początku ręcznie wyciskają ze mnie pokarm, który tryska po ścianach, po suficie i po ich fartuchach… Ból nie do opisania… Gdy jedna pierś trochę zmięknie – biorą się za drugą. Niestety po chwili ta, co zmiękła twardnieje i znowu rośnie. One z wielkim poświęceniem, z całej siły napierają dłońmi na moje kanaliki mlekowe a później jakąś słuchawką w kształcie prysznica podłączoną do specjalnej aparatury wyciskają pokarm z całych sił. Jedna przez drugą – na zmianę. Ja próbuję pohamować krzyk – ale to bardzo trudne. Współpracuję – bo czuję, że sytuacja robi się już bardzo groźna. Kochane pielęgniarki są pełne oddania, wspierają mnie – podziwiają, że nie wrzeszczę wniebogłosy bo wiedzą jaki to ból. Z ich czół kapie pot, z moich oczu łzy… Ból jest naprawdę przejmujący i narasta.
Pierwszy zabieg trwał prawie godzinę. Pielęgniarki zmieniały się ale mnie nie zostawiły. Pokarm na chwilę zszedł, mogłam przystawić dziecko – jednak po kilku godzinach problem powracał. Specjalne urządzenie do odciągania mojego mleka miałam przystawiane co pewien czas a zabiegowy odwiedzałam przez trzy kolejne dni po kilka razy dziennie.
W rozmowie z innym lekarzem, dowiedziałam się, że niepotrzebnie pobudziłam swoje piersi do produkcji nadmiaru mleka – nie wolno było masować. Nie było takiej potrzeby skoro nie miałam kłopotów z karmieniem. Nie zrozumiałam dobrze instrukcji młodej lekarki. Chodziło o sutki a nie o całą pierś! Organizm sam wie, co robić – powinnam była zdać się na obserwację i własną intuicję. Tylko skąd wtedy mogłam o tym wiedzieć? Spotkałam po kilku dniach moją pomysłową panią doktor i powiedziałam jej, że źle mi doradziła. W odpowiedzi usłyszałam, że nie przypomina sobie takiej sytuacji, musiałam coś źle zrozumieć i że tak to jest z młodymi, niedojrzałymi dziewczynami. Tak to jest kiedy dzieci mają dzieci! – złośliwie skwitowała moje pretensje. Nie miałam siły na dłuższy sparing słowny. Faktycznie, wyglądałam bardzo młodo ale miałam już przecież skończone 22 lata. Na szczęście uratowałam swoje piersi przed ingerencją chirurga. Kosztowało mnie to kilka koszmarnych dni spędzanych wielokrotnie w zabiegowym, wraz z paniami pielęgniarkami, które były serdeczne i pełne poświęcenia. Podobno takiego przypadku nie miały od dawna. Od tej pory pokochałam swoje drobne piersi i zaczęłam je doceniać. Wróciłam do regularnego karmienia i nareszcie trochę sobie na ten temat poczytałam.
Lepiej późno niż wcale!
😉
Zostaw Komentarz