Refleksja na przemijaniem to nie tylko drapanie po wspomnieniach! Azymut na Panamę! 😉
Oczywiście, bardzo szybko przemija czas kiedy ma się jakikolwiek wpływ na swoje dzieci! To się dzieje gwałtownie i zwykle spada na Ciebie w najmniej oczekiwanym momencie. Jako matka dajesz z siebie wszystko, wypruwasz sobie żyły a na deser dostajesz obuchem w łeb. Dowiadujesz się na przykład, że młodzi rodzice z maleńkim dzidziusiem, twoim ukochanym wnuczkiem lub wnusią – na którego chuchasz i dmuchasz, właśnie planują swoje wytęsknione wakacje i musi to być akurat podróż do Panamy!Wszystko jest wówczas jednorazową, wyszukaną i fantastyczną okazją, która się już nigdy nie powtórzy, bo znaleźli tanie bilety i trzeba się błyskawicznie decydować. Po raz kolejny doświadczasz dziwnego uczucia, że nie potrzebne Ci w szaro-bury pochmurny dzień podwójne espresso, żeby Twoje ciśnienie poszybowało w górę. Mi wystarcza telefon od mojej córki! To nie pierwszy ich pomysł, który spędził mi sen z powiek do białego rana! Do tego wszystkiego za każdym razem słyszę, taki entuzjazm w jej głosie – i rozmawia ze mną w taki sposób, że naprawdę mam rozdwojenie jaźni. Z jednej strony wszystko się we mnie sprzeciwia a z drugiej prawie poczuwam się do tego, że powinnam być na równi z nią zachwycona tym kapitalnym pomysłem!
Jestem przecież postępową babcią, która potrafi myśleć nowocześnie! UPS! W takich chwilach boleśnie sobie uświadamiam, że nie jestem!
Stan alarmowy moja Kamila zawsze poprzedzi udeptywaniem gruntu. Naprawdę uwielbiam taką chwilę, kiedy jest w miarę spokojnie… aż tu nagle dostaję od mojego dziecka dziwny link do strony młodych podróżników-obieżyświatów, którzy zwiedzają egzotyczne kraje z maleńkim, kilkumiesięcznym dzidziusiem!
… A jeszcze przed chwilą w moim życiu panował taki spokój! Właśnie miałam sobie usiąść i wypić kawę, poczytać, kiedy nieopatrznie poszłam po telefon komórkowy i zobaczyłam, że mam od Kamy nieprzeczytane wiadomości w aplikacji Messenger. Nie muszę dodawać, że jak tylko moim oczom odsłonił się link do bloga o podróżowaniu z dzieckiem do Panamy to się tą poranną kawą zakrztusiłam! Alicja nie miała jeszcze 4 miesięcy! Naprawdę myślałam, że uporałam się już ze swoją menopauzą, kiedy zaczęły mnie na nowo zalewać siódme poty a serce kołatać jak oszalałe. Wszystko we mnie krzyczało – NIE!!! Wiem do czego ona zmierza, wiem! Oczywiście, że nasze dzieci nie będą się w tej sprawie oglądać na zdanie i opinię rodziców! – Liczę już tylko, że w skrytości ducha Kamila szuka choć odrobiny akceptacji z mojej strony, oby!
Z wypiekami na twarzy przeglądam linki, które mi teraz intensywnie przesyła…
Mam ochotę oddzwonić i powiedzieć co na ten temat myślę – ale się powstrzymuję, chociaż palec swędzi i serce płacze. W duszy pielęgnuję resztki nadziei, że z tak maleńkim dzieckiem chyba nie będą ryzykować, że wszystkie za i przeciw jakoś jednak rozważą… Czytałam, przeglądam zdjęcia. – Lepiej poszukam sobie kropelek uspokajających albo jakaś herbatka z Melissy bardzo by mi się przydała – gdzie ja to wtryniłam?
Messenger miauczy jak przyczajony kocur, który w mojej wyobraźni nabiera coraz większych rozmiarów aż zaczynają mu wyrastać kły. Wiem, że kiedy otworzę kolejny załączony link to ten kocur rzuci mi się do gardła, żeby przeciąć tętnicę i utoczyć ze mnie resztkę krwi.
– Oczywiście, że tak! Już znaleźli romantyczną miejscówkę! Kamilka zawsze wie, co mnie urzeka! Domek na palach! Złoty piasek, turkusowa woda, palmy… Rewelacja!
– Mama, co ty na to?
Wrzuca kilka innych ujęć, pięknych jak ze snu o podróży poślubnej dla surwiwalowców. Widzę wnętrze romantycznej chatki na kurzej nóżce bez okien i drzwi… Z pewnością przewiew będzie zagwarantowany – ale nie widzę tam łazienki!
– Mamo? Zapytałam Cię, jesteś tam? Widziałaś jak tam pięknie?!
– No, romantycznie – odpisuję popijając melissą. Nic dodać, nic ująć. Próbuję zapanować nad swoimi emocjami i wyrównać oddech. Wyrzut kortyzolu – gwarantowany!
– Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Czytałaś artykuły, widziałaś te filmiki, które Ci wysyłam od rana? – niecierpliwie pyta moja urocza córeczka.
– Domek wygląda na przewiewny, ładna woda – chyba doskonale zrozumie moją odpowiedź i złowieszczą powściągliwość, jest inteligentna. Jednak postanowiłam ją jeszcze lekko czymś dobić bo zamilkła, więc po chwili milczenia dodałam:
– ale chyba nie zauważyłam łazienki…???
Niestety w takich sytuacjach nasila się u mnie łaknienie…
Ostatnio próbuję trochę schudnąć i raczej już nie dotykam się do pieczywa ale czekając na rozwój wypadków łapię się na tym, że zupełnie nieświadomie sięgam po kupioną przez mojego męża ostatnią bułeczkę. Cisza między nami rozciąga się niczym guma do żucia. Kroję chrupiącą bułkę, smaruję ją grubo masłem i szukam ukrytego przed rodziną, i przed samą sobą, słoiczka z Nutellą. Odłożyłam go na czarną godzinę gdyby mi było źle. Stwierdzam, że sytuacja dorasta do tego, żeby ten słoiczek wydobyć z kuchennych czeluści, bo jest mi teraz naprawdę źle!!!
Messenger miauczy na mnie złowrogo. Czuję po kościach, że to efekt intensywnego searchingu jaki Kamilka wykonała gromadząc argumenty „za” i wcale nie jestem w błędzie! Teraz miauczy co chwilę, aż boję się do niego zbliżyć. Tak sobie kombinuję, że na pewno telefon od tego wszystkiego zrobił się gorący – może go lepiej nie dotykać? Uśmiecham się do swoich myśli i przeglądam nadsyłane przez nią kolejne oferty… Nie zauważam, że już nawet nie smaruję Nutellą swojej bułeczki, tylko wyjadam słodką czekoladę prosto ze słoika!
🙂
Przewijam obrazki. Fakt, że to taki romantyczny zakątek. Ok., dla dwojga globtroterów byłby super – ale na wycieczkę z niemowlakiem! To zbyt hardcorowo jak dla mnie…
Czytam i oglądam filmy podróżnicze zamieszczane przez młodych rodziców, którzy podróżują z rozkosznymi dzieciaczkami. Dziecko lub dzieci są naprawdę malutkie i oczywiście, że świetnie sobie ci rodzice radzą! Jak tak wszystko oglądam i czytam w zaciszu domowego ogniska to zrozumiałe, że bardzo mi się podoba. Filmiki świetnie się ogląda ale po kilkunastu latach przepracowanych w telewizji wiem, że na filmach wszystko wygląda fantastycznie i taki pomysł na życie z blogiem na podróżowanie zachęca młodych ludzi i przykuwa nawet moją uwagę. To wszystko jest fajne do chwili, kiedy taki projekt nie dotyczy mojej maleńkiej wnusi! Ktoś tak żyje i pracuje i z pewnością to jest interesujące – ale Kamila i Paweł żyją i pracują inaczej! Oni mają wakacyjny limit czasu, muszą inaczej się organizować niż zwykli podróżnicy, których tak nie goni czas.
Na myśl o tym, że Alicja jeszcze nawet nie ma wszystkich ważnych szczepień – i na myśl, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć w podróży z tak małym dzidziusiem, moje babcine serce naprawdę ogarnia niepokój. Kamilka jeszcze karmi piersią, a jeśli zachoruje, jeśli coś się stanie? Tyle obaw dręczy moją wyobraźnię, tylko jak jej to powiedzieć – przy tym ich uporze i takim poziomie entuzjazmu…?!
Dzwoni telefon. To Kama. Pora porozmawiać na serio.
Słoik z Nutellą stoi przede mną już pusty!
🙁
Zostaw Komentarz