Opuszczamy szpital – mam oczy mokre od łez

with Brak komentarzy

Książka dostarczona! Maluszek śpi a moja córka próbuje przejrzeć nową lekturę – jednak nie ma siły trzymać książki w ręku. Prosi mnie, żebym się przysunęła i przeczytała jej jakiś fragment. Leży w dziwnej pozycji, trochę podparta na poduszkach, trochę skulona – nie potrafi się ułożyć, cały czas brzuch ciągnie ją i boli. Mam wrażenie, że bardzo słabnie. Oczywiście martwi mnie ten stan. Dopytuję czy jest pewna, że tak szybki powrót do domu to dobry pomysł? Widzę błysk desperacji w jej oczach – odpowiada, że tak.

Czekamy na Pawła, w tym czasie próbuję ją zająć rozmową bo wyczuwam zbliżający się kryzys spowodowany utratą sił. W drzwiach sali pojawia się Paweł a w nią wstępuje jakaś nowa siła. Promienieje. Paweł na ramieniu ma plecak a w ręku przenośny mały fotelik do samochodu dla dzidziusia. Uśmiecha się do Kamili, witamy się. Teraz szczególnie rzuca się w oczy jaki jest wysoki, przystojny – fajny facet. Mam jednak wrażenie, że moja obecność trochę go krępuje. Nie umiem sobie z tym poradzić więc odsuwam się od młodych, żeby im nie przeszkadzać w pierwszym rodzinnym pakowaniu swoich rzeczy.

Idzie im bardzo sprawnie, są wyjątkowo zgrani – ale tym razem widać, jak bardzo są przejęci. Po chwili sytuacja między nami staje się już nieco swobodniejsza. Zostaję w końcu wciągnięta do wspólnej wyprowadzki ze szpitalnej sali, biorę plecak Kamili a w ręku trzymam zdobycz dnia – naszego Beniamina SPOCKA! Paweł w jednym ręku niesie sporą walizkę, w drugim fotelik z Małą. Wychodzimy razem ze szpitala. Młody tata wyraźnie poruszony i przejęty tą pierwszą wspólną podróżą w stronę domu. Pomagam Kamili iść, przez chwilę trzyma się mojego ramienia, odprowadzam ich do samochodu.

Maleństwo niczym fasolka wtulona w przenośny fotelik zajmuje miejsce z tyłu za siedzeniem pasażera. Paweł starannie zabezpiecza fotelik pasami bezpieczeństwa. Mała nie śpi – patrzy szeroko otwartymi oczkami. Kamila z trudem wsiada do auta. Paweł pomaga jej i zamyka drzwi. Ona choć wygląda i czuje się fatalnie – jest wyraźnie podekscytowana i emanuje szczęściem. Przyglądam się spod oka Pawłowi – jest bardzo skupiony, ostrożny, opiekuńczy i lekko poddenerwowany. Czuję, że chcą już zostać sami. Żegnamy się przy samochodzie – malutka przypięta pasami, młodzi zapakowani w środku. Wymieniamy ostatnie słowa pożegnania tego dnia…

Słyszę odgłos zatrzaskiwanych drzwi i warkot uruchamianego silnika. Widzę jak samochód stopniowo się ode mnie oddala… Zostaję sama na zatłoczonym parkingu, zalana piekącą falą upalnego dnia. Mam wilgotne nie tylko plecy ale również oczy. Stało się – pobyt w szpitalu już za nią – ten etap Kamila ma za sobą, uff. Nic tu po mnie.

Mimo wszystko czuję w sercu jakąś pustkę, taki przytłaczający niedosyt. Chcę szybko wrócić do swojego domu, do swojego życia, do wszystkich swoich zwykłych i codziennych spraw… Idę w stronę mojego samochodu, na siedzeniu pasażera leży mój egzemplarz SPOCKA. Wsiadam do auta i uruchamiam silnik. Ustawiam klimatyzację na maximum – jednak nie odczuwam ulgi i nie ruszam z miejsca. Siedzę nieruchomo z zawieszonym na koronach drzew spojrzeniem. Tkwię w bezruchu dłuższą chwilę… W końcu ruszam w stronę szlabanu i zostawiam za sobą rozkopany szpitalny plac. Chcę być taka jak wczoraj, przed wczoraj, tydzień temu… Przecież w moim życiu nic się nie zmieniło! – Czyżby?

Zostaw Komentarz